Zawodowy amerykański golfista, Jack Nicklaus, jest powszechnie uważany za jednego z najlepszych graczy wszech czasów. Zdobył rekordowe 18 karierowych zwycięstw klasy Major. Po zwycięstwie na Masters w 1996 roku został pierwszym golfistą, który dwa razy pod rząd, rok po roku zwyciężył w tych zawodach. To osiągniecie wyniosło go na wyżyny golfa. Wraz z Arnoldem Palmerem i Garym Playerem należy do legendarnej „Wielkiej Trójki” i do dnia dzisiejszego nosi ten sam zegarek Rolex Day-Date - 50 lat po tym, jak pierwszy raz włożył go na nadgarstek i uczynił z niego świadka wszystkich zwycięstw i przełomów w karierze.

Golf to sport, w którym to ty jesteś odpowiedzialny za to, co robisz, jak grasz, jakie decyzje podejmujesz. To nie jest gra zespołowa. To sport, w którym niezależnie od tego, co robisz, możesz polegać tylko na własnym wysiłku i umiejętnościach. Liczysz się tylko ty. Musisz pokazać, na co cię stać, pokazać się z jak najlepszej strony.

W 1966 roku miałem żonę, trójkę dzieci, właśnie wygrałem Wielki Szlem i byłem u szczytu. Arnold Palmer, Gary Player i ja zdominowaliśmy golfa w tamtym okresie i byliśmy nazywani „Wielką Trójką”. Nie obchodziły nas rankingi, naprawdę nie miały one dla nas znaczenia – my po prostu chcieliśmy wygrywać. Każdy z nas pragnął został „Wielkim Numerem Jeden” i to dlatego rywalizacja sprawiała nam tak ogromną przyjemność. Myślę jednak, że razem byliśmy silniejsi i skuteczniejsi niż każdy z nas z osobna. Razem startowaliśmy w zawodach, razem jadaliśmy, imprezowaliśmy, podróżowaliśmy, byliśmy naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Gdy pojawiał się jakiś problem, wspieraliśmy się nawzajem. Mogliśmy zawsze na sobie polegać. Myślę, że podziw i szacunek, jakie miałem dla Arnolda i Gary’ego, odegrały ogromną rolę w rozwoju mojej kariery. Byli moimi rówieśnikami, ale również wzorami do naśladowania. Jestem przekonany, że cała nasza „Wielka Trójka” uczyniła golf jeszcze lepszym sportem.

Tego samego roku byliśmy wszyscy w Tokio na rozgrywkach Canada Cup. Arnold, Gary i ja poszliśmy na przyjęcie organizowane przez markę Rolex i w podziękowaniu moglem wybrać dla siebie zegarek. Mój wybór padł na ten „zloty” model Day-Date, ponieważ Gary Player, który wówczas z nimi współpracował, powiedział, że jest najlepszy. Od tamtego momentu noszę go dosłownie zawsze i wszędzie. Był ze mną na każdych wygranych turniejach, podczas wszystkich zaszczytów, które mnie spotykały, zwiedził naprawdę wyjątkowe miejsca. Przedtem nawet nie miałem zegarka! Teraz mam inne, miałem ich wiele w swoim życiu, ale to jedyny, który noszę.

Był ze mną na każdych wygranych turniejach, podczas wszystkich zaszczytów, które mnie spotykały, zwiedził naprawdę wyjątkowe miejsca.

Ten zegarek widział wiele. Mógłby powiedzieć mnóstwo o tym, co robił Jack Nicklaus na przestrzeni lat, podczas swojej kariery... I jestem przekonany, że kolekcjonerzy chcieliby mieć kawałek tej historii. Zostanie wystawiony na aukcji, prawdopodobnie w przyszłym roku. Jeśli to się wydarzy, chciałbym zbudować wokół tego jakąś dobrą historię. Powinien zostać oddany na cele charytatywne. Chcę, żeby dostała go fundacja Nicklaus Children’s Healthcare Foundation, gdzie przysłuży się tysiącom dzieci, pomoże przywrócić uśmiechy na wielu twarzach.

Myślę, że ten zegarek widział równie wiele, co każdy inny zegarek noszony przez jedną osobę. To stary przyjaciel, szczęśliwy stary przyjaciel.

Trwałość jest czymś, do czego wszyscy dążymy. Pragniemy stabilizacji w życiu. Noszę ten zegarek od 51 lat, jestem żonaty od 58 i mieszkam w tym samym domu od 48. Nie jestem wielkim fanem zmian, lubię stałość. Myślę, że ten zegarek widział równie wiele, co każdy inny zegarek noszony przez jedną osobę. To stary przyjaciel, szczęśliwy stary przyjaciel.

ZEGAREK JACKA NICKLAUSA

Oyster Perpetual Day-Date